Oddał mi miejsce w autobusie i nagle musiałam wybrać: rodzina czy moje życie
Wracałam z pracy tak zmęczona, że trzymałam się uchwytu jak ostatniej deski ratunku, a w głowie dudniło mi jedno: nie mogę się rozsypać, bo w domu czekają na mnie obowiązki. Wtedy Arkadiusz wstał, oddał mi miejsce i w kilku słowach zobaczył we mnie człowieka, nie tylko „córkę, która ma pomagać”. To jedno spotkanie rozhuśtało we mnie konflikt, którego w Polsce nikt nie nazywa wprost: ile wolno mi chcieć dla siebie, kiedy rodzina i ludzie dookoła żądają, żebym była zawsze dostępna.