Zakochałam się po sześćdziesiątce. Syn nazwał mnie naiwną staruszką – czy naprawdę nie mam prawa do szczęścia?
Nie planowałam się zakochiwać, a już na pewno nie w wieku 62 lat. Wszystko zmieniło się, gdy w moim życiu pojawił się Andrzej, a mój syn uznał, że straciłam rozum. Czy naprawdę po sześćdziesiątce nie wolno już kochać i marzyć?