Miłość, która miała cztery łapy i dwa serca

— Znowu śpisz z nim, a nie ze mną? — zapytałem cicho, choć wiedziałem, że odpowiedź jest oczywista. Leżałem na samym brzegu łóżka, zepchnięty przez kota, który wtulił się w moją żonę jakby był jej własnym dzieckiem. Jego miękkie futro dotykało jej pleców, a cztery łapy rozciągały się w moją stronę, odpychając mnie z determinacją, której nie spodziewałbym się po żadnym zwierzęciu.

— Przestań, Marek — zaśmiała się Ania, nie otwierając nawet oczu. — On jest taki słodki, zobacz jak się tuli!

Patrzyłem na nich z mieszaniną rozbawienia i irytacji. Kot, nasz ukochany Feliks, spojrzał na mnie spod półprzymkniętych powiek z wyrazem takiej bezczelności, że aż poczułem ukłucie zazdrości. Próbowałem delikatnie przesunąć jego łapę, ale odpowiedział tylko cichym mruknięciem i jeszcze mocniej przycisnął się do Ani.

— No już, Feliksie, daj mi trochę miejsca — szepnąłem, ale on nawet nie drgnął.

Rano sytuacja wyglądała podobnie. Feliks leżał na poduszce obok Ani, a ja budziłem się z bólem pleców na samym skraju łóżka. Kiedy próbowałem go przegonić, patrzył na mnie z drwiącą miną, jakby mówił: „To ja tu rządzę”. Ania tylko się śmiała i głaskała go po głowie.

— Marek, nie bądź zazdrosny o kota — mówiła z uśmiechem. — Przecież to tylko zwierzę.

Ale dla mnie to nie było takie proste. Z dnia na dzień czułem się coraz bardziej wykluczony z tego małego świata, który stworzyli sobie razem. Feliks był jej oczkiem w głowie. Dla niego smażyła rybę na specjalnej patelni, wyjmowała ości z największą starannością i układała chrupiącą skórkę na osobnym talerzyku. Ja dostawałem resztki po obiedzie i coraz częściej jadłem sam w kuchni.

Wieczorami Ania siadała z Feliksem na kolanach i czytała mu na głos fragmenty książek. Czasem próbowałem do nich dołączyć, ale wtedy kot patrzył na mnie z takim wyrzutem, że czułem się jak intruz we własnym domu.

— Może byśmy gdzieś wyszli? — zaproponowałem pewnego dnia. — Do kina albo na spacer?

— Ale przecież Feliks nie może zostać sam — odpowiedziała Ania bez namysłu. — On się wtedy stresuje.

Zacząłem się zastanawiać, kiedy ostatni raz byliśmy gdzieś razem tylko we dwoje. Nie pamiętałem już nawet, jak to jest trzymać ją za rękę bez obecności kota między nami.

W pracy koledzy żartowali:

— Marek, ty to masz życie! Żona cię zdradza z kotem!

Śmiałem się razem z nimi, ale w środku czułem coraz większą pustkę. Wieczorami leżałem w łóżku i słuchałem cichego mruczenia Feliksa. Czasem miałem ochotę wyrzucić go za drzwi, ale wiedziałem, że wtedy Ania naprawdę by się na mnie obraziła.

Pewnego dnia wróciłem do domu wcześniej niż zwykle. W kuchni unosił się zapach smażonej ryby. Ania stała przy kuchence i śpiewała cicho pod nosem. Feliks siedział na blacie i patrzył na nią z uwielbieniem.

— Co robisz? — zapytałem.

— Przygotowuję kolację dla Feliksa — odpowiedziała z uśmiechem. — Dzisiaj dorsz! Wiesz, jak on lubi dorsza.

— A dla mnie?

Zawahała się przez chwilę.

— Dla ciebie też coś będzie… — rzuciła szybko i wróciła do gotowania.

Usiadłem przy stole i patrzyłem na nich w milczeniu. Czułem się jak piąte koło u wozu. Próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz Ania spojrzała na mnie z takim ciepłem jak na Feliksa.

Wieczorem postanowiłem porozmawiać szczerze.

— Aniu, czy ty mnie jeszcze kochasz? — zapytałem nagle.

Spojrzała na mnie zdziwiona.

— Oczywiście! Skąd ci to przyszło do głowy?

— Bo mam wrażenie, że od kiedy pojawił się Feliks, wszystko się zmieniło. Jakbyś miała nową rodzinę, a ja jestem tylko dodatkiem.

Ania westchnęła ciężko.

— Marek… Feliks jest dla mnie ważny, bo daje mi spokój i radość. Ty też jesteś ważny! Ale czasem mam wrażenie, że nie rozumiesz mojej miłości do zwierząt.

— Rozumiem… Ale czy ty rozumiesz moją samotność?

Zapadła cisza. Feliks wskoczył na kolana Ani i zaczął mruczeć głośniej niż zwykle. Patrzyliśmy sobie w oczy przez długą chwilę.

Od tamtej rozmowy minęło kilka tygodni. Nic się nie zmieniło. Feliks nadal spał z Anią, a ja coraz częściej zasypiałem na kanapie w salonie. Zacząłem wychodzić z domu wieczorami — najpierw na krótkie spacery po osiedlu, potem coraz dalej. Poznałem sąsiadkę z naprzeciwka, panią Halinę. Miała psa i zawsze chętnie rozmawiała o wszystkim i o niczym.

Pewnego wieczoru wróciłem późno niż zwykle. Ania siedziała sama w kuchni, a Feliks spał zwinięty w kłębek na fotelu.

— Gdzie byłeś? — zapytała cicho.

— Na spacerze — odpowiedziałem krótko.

Spojrzała na mnie smutno.

— Tęsknię za tobą — powiedziała nagle.

Zaskoczyło mnie to wyznanie. Usiadłem naprzeciwko niej i przez chwilę milczeliśmy.

— Ja też tęsknię… za nami sprzed Feliksa — powiedziałem szczerze.

Ania uśmiechnęła się blado.

— Może powinniśmy znaleźć jakiś kompromis? Może… może Feliks mógłby spać czasem w innym pokoju?

Poczułem ulgę i nadzieję. Może jeszcze nie wszystko stracone?

Dziś patrzę na Feliksa inaczej niż kiedyś. Nadal bywa między nami źródłem konfliktów, ale też nauczył mnie czegoś ważnego: czasem trzeba zawalczyć o swoje miejsce w czyimś sercu — nawet jeśli przeciwnik ma cztery łapy i futro.

Czy można być zazdrosnym o kota? A może to tylko pretekst do rozmowy o tym, co naprawdę nas boli?