Szeptane słowa między Jeremim a Wiktorią: Subtelna zdrada

— Jeremi, dlaczego znowu wracasz tak późno? — zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał. Stałam w kuchni, ściskając kubek z herbatą, podczas gdy on zdejmował buty w przedpokoju. Spojrzał na mnie z lekkim zniecierpliwieniem, jakby to pytanie padało zbyt często.

— Praca, Aniu. Przecież wiesz, że mamy teraz dużo projektów — odpowiedział, unikając mojego wzroku. W tej chwili poczułam, jakby coś we mnie pękło. Jeszcze rok temu byłam pewna, że Jeremi jest moim najlepszym przyjacielem, moją ostoją. Ale od kilku miesięcy coś się zmieniło. Nie potrafiłam tego nazwać, ale czułam, że oddalamy się od siebie.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Moja teściowa, pani Halina, od zawsze miała swoje zdanie na temat tego, z kim powinien być jej syn. Gdy poznałam Jeremiego, nie ukrywała, że miała dla niego inną kandydatkę — Wiktorię. Wiktoria była piękna, elokwentna, zawsze uśmiechnięta. Była częstym gościem w naszym domu, zwłaszcza gdy Halina wpadała na kawę. Na początku nie zwracałam na to uwagi. Przecież ufałam Jeremiemu. Ale z czasem zaczęłam dostrzegać drobiazgi, które nie dawały mi spokoju.

Pewnego popołudnia, gdy wróciłam wcześniej z pracy, usłyszałam śmiech dobiegający z salonu. Zajrzałam przez uchylone drzwi i zobaczyłam Jeremiego i Wiktorię siedzących blisko siebie na kanapie. Rozmawiali cicho, a ich spojrzenia mówiły więcej niż słowa. Wiktoria dotknęła jego ramienia, a on nie odsunął się, tylko uśmiechnął się do niej w sposób, którego dawno nie widziałam skierowanego do mnie. Cofnęłam się, nie chcąc, by mnie zauważyli, i poczułam, jak serce wali mi w piersi.

Wieczorem, gdy Jeremi wrócił do sypialni, zapytałam:

— Co robiła dziś Wiktoria?

— Przyszła tylko na chwilę, pogadać z mamą — odpowiedział zbyt szybko. — Przecież wiesz, że ona jest jak rodzina.

Nie drążyłam tematu, ale od tej pory zaczęłam bardziej obserwować. Zauważyłam, że Jeremi częściej wychodzi z domu, a gdy wraca, pachnie innymi perfumami. Wiktoria dzwoniła do niego wieczorami, a on wychodził wtedy na balkon, tłumacząc się, że musi „załatwić coś służbowego”.

Zaczęłam czuć się jak intruz we własnym domu. Nawet Halina, która wcześniej traktowała mnie z rezerwą, teraz coraz częściej wspominała o tym, jaka to Wiktoria jest wspaniała. Pewnego dnia, gdy siedziałyśmy razem przy stole, powiedziała:

— Wiesz, Aniu, Wiktoria to taka dobra dziewczyna. Zawsze można na nią liczyć. Szkoda, że los inaczej pokierował waszymi drogami.

Zacisnęłam zęby, nie chcąc wybuchnąć. Wiedziałam, że nie mogę pozwolić, by te słowa mnie zraniły, ale czułam, jak narasta we mnie gniew i bezsilność.

Punktem kulminacyjnym był wieczór, gdy przypadkiem zobaczyłam wiadomość na telefonie Jeremiego. „Tęsknię za naszymi rozmowami. Może jutro znowu się spotkamy?” — napisała Wiktoria. Serce mi zamarło. Przez chwilę nie mogłam oddychać. Z trudem powstrzymałam łzy, bo wiedziałam, że jeśli teraz się rozpadnę, nie będę w stanie się pozbierać.

Postanowiłam porozmawiać z Jeremim. Czekałam na niego do późna, a gdy wszedł do domu, od razu zapytałam:

— Jeremi, czy coś cię łączy z Wiktorią?

Zamilkł, a potem spuścił wzrok. Przez chwilę w pokoju panowała cisza, którą przerywało tylko tykanie zegara.

— Aniu, to nie tak, jak myślisz… — zaczął, ale przerwałam mu.

— Więc jak? Bo ja już nie wiem, co mam myśleć. Wiem, że coś się dzieje. Wiem, że mnie okłamujesz.

Widziałam, jak walczy ze sobą. W końcu usiadł naprzeciwko mnie i powiedział cicho:

— Wiktoria była dla mnie ważna, zanim cię poznałem. Mama zawsze chciała, żebym był z nią. Ale to ciebie wybrałem. Tylko… ostatnio wszystko się pogmatwało. Czuję się zagubiony.

Poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony rozumiałam, że presja ze strony rodziny mogła być dla niego trudna, z drugiej — czułam się zdradzona. Nie tylko przez niego, ale też przez teściową, która nigdy nie zaakceptowała mnie w pełni.

Przez kolejne dni w domu panowała napięta atmosfera. Jeremi próbował rozmawiać, tłumaczyć się, ale ja nie potrafiłam mu wybaczyć. Każde spojrzenie, każdy gest przypominał mi o tym, że nie jestem tą, którą wybrała jego matka. Zaczęłam zastanawiać się, czy nasze małżeństwo ma jeszcze sens.

Pewnego wieczoru, gdy siedziałam sama w kuchni, zadzwoniła do mnie Wiktoria. Jej głos był spokojny, ale wyczuwałam w nim nutę triumfu.

— Aniu, chciałam tylko powiedzieć, że nie chciałam, żeby tak to wszystko wyglądało. Jeremi jest dla mnie ważny, ale wiem, że to ty jesteś jego żoną. Może powinniśmy porozmawiać?

Nie odpowiedziałam. Odłożyłam telefon i poczułam, jak ogarnia mnie pustka. Czy naprawdę byłam tylko przeszkodą na drodze do szczęścia Jeremiego i Wiktorii? Czy to ja byłam winna temu, że nie potrafiliśmy być razem szczęśliwi?

Dziś, patrząc na swoje odbicie w lustrze, zadaję sobie pytanie: czy warto walczyć o miłość, gdy wszystko wokół zdaje się być przeciwko nam? Czy można odbudować zaufanie, gdy raz zostało złamane? Może to właśnie teraz powinnam zawalczyć o siebie, a nie o kogoś, kto nie potrafił wybrać mnie naprawdę?