Kocha? Nie kocha? A może tylko siebie?
– Kocha? Nie kocha?.. A może tylko siebie? – powtarzałam w myślach słowa Kingi, które rozbrzmiewały w mojej głowie jak echo. Siedziałyśmy na ławce przed szkołą, a ona patrzyła na mnie z takim oburzeniem, jakby właśnie przyznała się do zbrodni. – Jak to nie możesz się zdecydować? – dopytywała, marszcząc brwi. – Jeśli wahasz się między dwoma mężczyznami, to znaczy, że żadnego nie kochasz. To jasne jak słońce.
Tobie może i jasne, pomyślałam, ale dla mnie wszystko było zamglone. Przede mną rozciągała się mglista ścieżka, na której każdy krok wydawał się prowadzić w przepaść. Z jednej strony był Michał – mój chłopak od trzech lat, spokojny, przewidywalny, taki, jakiego chciałaby dla mnie mama. Z drugiej – Bartek, nowy w naszej klasie, z błyskiem w oku i uśmiechem, który sprawiał, że zapominałam o całym świecie.
– Kinga, ja naprawdę nie wiem… – zaczęłam niepewnie.
– Wiesz! Tylko boisz się przyznać! – przerwała mi ostro. – Michał jest dobry, ale nudny. Bartek to kłopoty. Ty zawsze wybierasz kłopoty.
Zamilkłam. Może miała rację? Może zawsze wybierałam to, co niepewne, ryzykowne… Ale czy to znaczyło, że nie potrafię kochać? Czy może po prostu nie potrafiłam być szczera wobec siebie?
Wróciłam do domu późnym popołudniem. Mama czekała w kuchni z obiadem. Jej twarz była zmęczona, a oczy pełne troski.
– Znowu byłaś z Kingą? – zapytała bez cienia uśmiechu.
– Tak… Rozmawiałyśmy.
– O czym?
– O życiu – rzuciłam wymijająco.
Mama westchnęła ciężko.
– Martwię się o ciebie, Aniu. Michał to porządny chłopak. Powinnaś się cieszyć, że masz kogoś takiego.
Zacisnęłam dłonie na kolanach. Wiedziałam, co chciała powiedzieć: że powinnam być wdzięczna za stabilność, za przewidywalność. Ale czy to wystarczało?
Wieczorem leżałam w łóżku i patrzyłam w sufit. Telefon zawibrował – wiadomość od Bartka: „Spotkajmy się jutro po lekcjach. Muszę ci coś powiedzieć.” Serce zabiło mi mocniej. Przez chwilę wyobraziłam sobie nas razem – śmiejących się, uciekających przed deszczem po krakowskich uliczkach… Ale zaraz potem zobaczyłam twarz Michała: spokojną, pełną czułości.
Następnego dnia po lekcjach czekał na mnie Bartek pod szkołą. Miał na sobie skórzaną kurtkę i ten swój zawadiacki uśmiech.
– Cześć, Aniu. – Jego głos był miękki, trochę niepewny.
– Cześć…
– Chodźmy gdzieś. Muszę ci coś powiedzieć.
Szliśmy długo w milczeniu przez park. W końcu zatrzymał się i spojrzał mi prosto w oczy.
– Wiem, że masz chłopaka. Ale nie mogę już dłużej udawać… Zakochałem się w tobie. Wiem, że to głupie i pewnie mnie znienawidzisz…
Nie odpowiedziałam od razu. Czułam łzy pod powiekami. Chciałam coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
– Bartek… Ja…
– Nic nie mów – przerwał mi cicho. – Po prostu chciałem, żebyś wiedziała.
Odwrócił się i odszedł szybkim krokiem. Stałam jeszcze chwilę w miejscu, czując jak świat wiruje wokół mnie.
Wieczorem zadzwonił Michał.
– Hej, Aniu. Wszystko w porządku?
– Tak… Po prostu jestem zmęczona.
– Może spotkamy się jutro? Pójdziemy do kina?
Zgodziłam się bez entuzjazmu. Po rozmowie długo siedziałam przy oknie, patrząc na światła miasta i zastanawiając się, czego tak naprawdę chcę.
W weekend rodzice zaprosili Michała na obiad. Mama była w swoim żywiole – gotowała cały dzień, tata żartował przy stole. Michał był uprzejmy, grzeczny… Idealny kandydat na zięcia.
Po obiedzie mama odprowadziła mnie do kuchni.
– Aniu, nie zmarnuj tej szansy – szepnęła stanowczo. – Michał to dobry chłopak. Nie każda dziewczyna ma tyle szczęścia.
Poczułam się jak aktorka w cudzym przedstawieniu. Czy naprawdę miałam wybierać między tym, czego chcieli inni, a tym, co czułam?
Następnego dnia spotkałam się z Kingą.
– I co teraz zrobisz? – zapytała bez ogródek.
– Nie wiem…
– Musisz wiedzieć! Nie możesz tak ciągnąć dwóch na raz!
Wiedziałam o tym doskonale. Ale każda decyzja wydawała się prowadzić do katastrofy: jeśli zostanę z Michałem – będę żyć cudzym życiem; jeśli wybiorę Bartka – zranię wszystkich wokół.
Wieczorem napisałam do Bartka: „Możemy się spotkać?”
Odpisał natychmiast: „Jestem pod twoim blokiem.”
Wyszłam na dwór drżącymi dłońmi. Stał oparty o latarnię, patrzył na mnie z nadzieją i strachem jednocześnie.
– Aniu…
– Bartek… Ja nie wiem, co robić… Boję się wszystkiego: twoich uczuć, moich uczuć… Boję się zranić Michała…
Bartek ujął moją dłoń.
– Czasem trzeba coś stracić, żeby coś zyskać…
Patrzyliśmy sobie w oczy przez długą chwilę. Wtedy zrozumiałam: nie chodziło o wybór między nimi. Chodziło o wybór siebie.
Wróciłam do domu i długo płakałam. Następnego dnia spotkałam się z Michałem i powiedziałam mu prawdę: o Bartku, o moich uczuciach, o tym wszystkim, czego sama nie rozumiałam.
Michał milczał przez chwilę, potem tylko skinął głową.
– Chciałem twojego szczęścia… Jeśli to nie ja mam ci je dać – trudno.
Zostałam sama ze swoimi myślami i pustką w sercu. Przez kilka tygodni unikałam wszystkich: Kingi, Bartka, nawet mamy. Musiałam nauczyć się żyć ze sobą na nowo.
Dziś patrzę na tamte wydarzenia inaczej. Może naprawdę kochałam tylko siebie? A może po prostu musiałam nauczyć się być szczera wobec własnych uczuć?
Czasem zastanawiam się: czy można kochać dwóch ludzi naraz? Czy wybierając siebie ranimy innych mniej czy bardziej? Co wy byście zrobili na moim miejscu?